Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sesja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sesja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2015

3. Nocna wyprawa do mariny

Gdzie i kiedy

2 lipca 1863, Gettysburg, Pensylwania

Telegraficzny skrót sesji

Rozstanie z Rene, ogarnięcie się po strzelaninie, leczenie ran i nocna wyprawa po Śpiewającego Kojota

Opowieść

René postanawia puścić się w pogoń za napastnikiem, choćby po to, by upewnić się, że ten nie ma zamiaru wracać lub ściągnąć kogoś na głowę possé. Żegna się z kompanami i daje nowemu przyjacielowi "Adamowi", sztylet i mapę. Joe podchodzi, przedstawia się, dziękuje i mówi, że "jesteś równy gość". René odjeżdża.

Postrzelony Joe wskakuje na konia i rusza szukać doktora, pamiętając dwa szyldy ze swego wcześniejszego rekonesansu. W międzyczasie wyczerpany James (Adam) ucina sobie krótką drzemkę odzyskuje dech po strzelaninie, by potem zacząć rozglądać się po Ogrodzie Botanicznym. Kilka spojrzeń z różnych okien sprawia, że postanawia ostrożnie wyjść na dach. Po kilkunastu minutach odnajduje wejście tam, lecz zamknięte na starą dość, nieco podrdzewiałą, żeliwną kłódkę. Chcąc zmylić ewentualnych gapiów, wychodzi z saloonu i obchodzi go, by wejść od tyłu, przez garkuchnię. Następnie idzie na balkon po zachodniej stronie i zmierza ku balkonom, szukając, z którego może wejść na dach.

W tym czasie Joe, unikając dwu kompanii jednej i drugiej strony, nawiguje do doktora. Ten pakuje się, ponieważ otrzymał rozkaz mobilizacji i dołączenia do wojskowego szpitala Unii. Znajduje jednak czas by opatrzyć rannego kowboja i robi to naprawdę świetnie. Wracając, Joe zajmuje się też końmi, żaden z nich nie ma już ani obroku ani wody.

James powoli i ostrożnie wspina się na dach, tak, by go niełatwo było dostrzec. Chce w cieniu komina wystawić głowę (bez kapelusza) i oglądnąć Ogród Botaniczny. Szuka jego środka, potem zaś szuka wojsk. Środek jest względnie prosty do odnalezienia, wojska - już gorzej. 'Adam' w końcu rezygnuje i zaczyna schodzić. Gdy ma z dachu zeskoczyć na balkon, nieruchomieje, widząc lufę kolta. Na szczęście to Joe, który wróciwszy, postanowił poszukać kompana rozglądając się z dachu.

Po krótkiej wymianie docinków, gdzie tym razem Joe miał przewagę kompani wchodzą na dach razem. James zdaje relację co gdzie widzi i czego szuka, Joe zaczyna wypatrywać wojsk wokół leżącej w centrum Ogrodu mariny i nie tylko. Dostrzega uciekających samotnie, dwójkami bądź rzadko trójkami kilkunastu unionistów. Co gorsza, dostrzega grupujących się w południowo-wschodniej części Ogrodu kawalerzystów Południa! Po krótkiej naradzie towarzysze postanawiają natychmiast ruszać do mariny, korzystając z tego, że słońce zaszło już trochę temu, jego promieni na niebie już nie widać. Innymi słowy: że już jest po zmierzchu. James jeszcze sprawdza, czy widać księżyc i jak zachmurzone jest niebo. Niestety, choć nie jest to nawet półksiężyc, to jednak nieba chmurnym nazwać nie można. Chmury są, owszem, ale rzadkie.

Nocna wyprawa zaczyna się względnie dobrze. Joe i James ruszają obok ścieżki, korzystając z cieni, starają się iść możliwie szybko jednak ostrożnie i nie gardząc skradaniem się. Od krzewu do krzewu, wśród drzew jeśli można, obaj przesuwają się w stronę mariny widzianej z dachu. Wkrótce docierają do rzeczki.

Rzeczka nie jest szczególnie szeroka, prawdopodobnie konno dałoby się ją przeskoczyć. Byłoby nie lada wyzwaniem dokonać tego czynu piechotą. Mostek prowadzący przez rzeczkę jest łukowaty, drewniany i ma pełne barierki, z szerokich desek. Po obu stronach rzeczki jest jakieś 7-9 kroków, nim idący zagłębi się w las. Joe i James poświęcają kilka minut by przyglądnąć się przeciwległemu brzegowi, szukając ludzi wśród drzew, nikogo jednak nie znajdują. James zaczyna się czołgać pierwszy, Joe ubezpiecza. Już nieopodal mostku James przesuwając dłoń do przodu trafia na śliskie i łuskowate coś. Zagryzając zęby by nie krzyknąć, szybko i odruchowo to odrzuca... ujawniając swą osobę wszystkim, którzy patrzą.

Czekając na strzały, Joe wpija oczy w ciemność, by odpowiedzieć ogniem, James przetacza się szybko, by być bardziej w cieniu mostka. Mija minuta. Cisza. Odgłosy nocy. Szum rzeczki.

Gdy James dociera do mostka, Joe zaczyna się czołgać. James na mostku przesuwa się ku jego drugiej stronie i lustruje drzewa do których droga prowadzi, raz jeszcze. Ponownie nic nie znajduje, zatem upewnia się, że Joe dotarł, wymieniają docinki w języku migowym ("idioto, skradać się nie umiesz"?) i ruszają dalej. Gdy James dociera do drzew, zaczyna ubezpieczać skradającego się Joe, patrząc po koronach drzew. Nie umie jednak przeniknąć ich wzrokiem, są zbyt gęste i jest zbyt ciemno. Joe, gdy dociera, lustruje jeszcze na wszelki wypadek brzeg z którego przyszli, by wykluczyć, że ktoś obserwował ich z tamtej strony, ale gdy dostrzega tylko sowę, stwierdza że ludzie raczej lepiej się od niej nie schowali. Kompani ruszają dalej.

Nocny marsz obok ścieżki doprowadza ich do skrzyżowań. Tam na szczęście są tabliczki, mówiące którędy na Północne Wzgórze, do Altanki Zakochanych czy Przystani. Mimo ciemności i braku światła (promienie księżyca nie docierają w głąb lasu), minuta przy tabliczce zwykle daje dość liter, by wiedzieć którędy do Przystani. Possé kontynuuje dalej, aż docierają na skraj większego skweru, w centrum którego jest marina nad jeziorem.

tu wstawić obrazek!

Pierwszy tym razem rusza Joe, szybko idąc do żywopłotów i wzdłuż nich, jednak nadal nie drogą, tym razem po lewej jej stronie. Gdy dociera do końca żywopłotu... dostrzega ciała. Daje szybko kilka znaków Jamesowi, który się zatrzymuje i próbuje dostrzec to, co widzi Joe.

Pod samą ścianą mariny, w cieniu rzucanym przez budynek leżą dwa ciała. Trzecie wisi głową w dół na balustradzie na pierwszym piętrze. Joe dostrzega ich jako jaśniejsze kształty, ma wrażenie, że sprawiają to ich mundury. Przygląda się niespiesznie, szukając śladów po kulach, powodu śmierci i czapek - te bowiem pozwolą z daleko odróżnić Unionistów od Konfederatów. Czapki znajduje - Konfederacji. Nie znajduje natomiast, a jest pewny, że dobrze szuka, śladów po strzelaninie. Postanawia podejść bliżej.

Podczołgując się powoli dostrzega szczegóły. Porzucone w ucieczce stare Enfieldy, zabite dechami stare wejście do mariny, drugą drogę odchodzącą od niej na północ-północ-wschód, dziwnie zachowującą się lampkę przy marinie, od strony jeziora, jedyną, która się świeci, lecz tak, jakby miała zaraz zgasnąć, brak śladów krwi na murach czy widocznych ran wlotowych po kulach... Wyjęty spod prawa analizuje sytuację i stwierdza, że w pobliżu siedzi nie lada wojownik indiański. Zaskoczyć jedną osobę, to jest coś, ale TRZY?! Wszystko to podminowuje nastrój, lecz Joe jedynie na chwilę wykrzywia twarz w grymasie i twardo czołga się dalej. Wkrótce odwraca trupy i widzi wyraz przerażenia na ich twarzach. Szuka przyczyny śmierci. Jeden z żołnierzy zaduszony jest sznurem od własnej czapki. Drugi ma głęboką ranę ciętą na karku. Karabiny leżą, porzucone, kilka kroków wcześniej. Uciekali?

Joe zaczyna badać otoczenie mariny, James zaczyna podczołgiwać się do kompana. Gdy dociera do zwłok, przygląda im się również, ale dociera do zupełnie innych wniosków: zabito ich harpunem! Bez wątpienia broń taką znajdzie się w środku przystani. Ktoś musiał się zaciekle bronić.

Joe rusza wzdłuż ściany mariny. Znajduje kałużę krwi pod wiszącym na balustradzie trupem. Znajduje drugie drzwi do środka przystani. Widzi rondo i częściowo brukowaną drogę, sugerujące, że dojeżdża się tu powozami. Zadaszony ganek, by móc uwiązać konie. Wybiera okno i powoli, ostrożnie, zagląda do środka.

Po pięknej i szerokiej równinie, oświetlonej słońcem, wysoko na niebie, wśród trawy wysokiej po kolana, gna mustang, ścigany przez kruki. Ptaszyska nie kraczą, w milczeniu zniżają lot, by coraz to zbliżyć się do uciekiniera. Ten jest zmęczony biegiem, ma zwilgotniałą sierść, w kącikach pyska zbiera mu się piana. Wspaniałym zrywem wyciąga łeb przed siebie i pędzi, cwałem, z każdym dotknięciem kopyta odsadzając od siebie pogoń - bo nie ma wątpliwości, że to jest pogoń.

Jeden z kruków natychmiast ląduje, zmieniając się w młodego Indianina. We włosach ma pojedyncze krucze pióro. Wznosząc ręce do góry, krzyczy gniewne, żądające słowa. Układa splecione ręce w literę U, wznoszac je w górę. W odpowiedzi, wznosi się w górę równina. Mustang, o krok od wolności, nagle znajduje się w wąwozie. Jeden po drugim kruki zaczynają lądować. Niespiesznie. Nie ma już dokąd uciekać.

Mustang staje dęba i zmienia się w starego, prawdziwie starego indiańskiego szamana. Ma zlepione potem włosy, poskręcane w warkoczyki, przeplatane paciorkami, sznurkami i kolorowymi ozdobami. Twarz pobrużdżoną wiekiem. Przenikliwe, mądre oczy. Oczy, które patrzą wprost na Joego.

Zabierz stąd mojego prawnuka! Szybko!

Joe powoli opiera się o ścianę mariny. Zsuwa się do siadu, szukając piersiówki. Pociąga solidnego łyka, nie wiedząc co myśleć. Rusza powoli ku zatrzymanemu w pół kroku Jamesowi, obserwującemu go z troską.

- Zajrzyj tam. - A co znajdę? - Sam oceń. - A czego mam się spodziewać? - Indian.

Joe ostrożnie zagląda. Najpierw kącikiem oka. Ciemno jest w środku. Nieco bardziej. Chyba widać jakieś liny. Jeszcze bardziej.

Na zalanej promieniami słońca (słońca?!), porośniętej wysoką do kolan trawą (trawą?!) drodze... a właściwie w wąwozie (wąwozie?!), trwa walka. Stary Indianin o steranym wiekiem obliczu, skundlonych włosach przeplatanych mnóstwem ozdób i sznurków, właśnie cofa się znad trupa, cofa się przed atakiem trzech kolejnych napastników. Kolejni już otaczają walczących, szerokim, luźnym kręgiem. W milczeniu i satysfakcji, niecierpliwie patrzą, kiedy mogą się dołączyć. Jeden z nich rzuca nożem, lecz starzec uchyla się, przy tym jego oczy krzyżują się z wzrokiem Jamesa

Zginę tu, by Cię nie zobaczyli! Uratuj mojego prawnuka! Zabierz go stąd!

Pociągnąwszy z piersiówki oferowanej przez kompana, James raz jeszcze zerknął do środka mariny. Dojrzał tam mężczyznę, po pas zanurzonego w wodę, bijącego w jej powierzchnię rytmicznie rękoma. Mężczyznę o mokrych, przeplatanych siwizną i paciorkami, sznurkami, kolorowymi ozdobami włosach. Zapukał, by zwrócić na siebie uwagę, uniósł ręce w górę, by zasygnalizować pokojowe zamiary...

Ujawniono

  • że René przeszukał wschód ogrodu i nie znalazł tam szamana
  • że leczenie jest skuteczne w złotej godzinie: do godziny po zranieniu
  • szybki koń jest pomocny w szybkim szukaniu doktora
  • wizję w marinie - choć o co dokładnie chodzi...?
  • Śpiewający Kojot jest prawnukiem starego szamana z wizji

Wrażenia

Joe: dobre budwanie klimatu, miałem naprawdę wrażenie, że pakujemy się w kłopoty, że lada moment nas wystrzelają a tu nie. James: dobra wyprawa, fajnie się skradało, dobry opis mariny.

wtorek, 25 sierpnia 2015

2. Strzelanina na korytarzu

Gdzie i kiedy

1-2 czerwca 1863, Gettysburg, Pensylwania

Telegraficzny skrót sesji

Strzelanina z tajemniczym nieznajomym, a nawet dwoma.

Opowieść

René przybywa do Gettysburga w ramach zlecenia pana Rotberga, którego jest dłużnikiem. Przeszukuje pocztę, gdzie pocztmistrz miał mieć dlań informacje, niestety znajduje go zamordowanego. Wśród paczek znajduje szereg poniszczonych, spędza dużo czasu szukając wśród nich czegokolwiek, co może pomóc. Składa kilka listów do względnie dobrego poziomu, znajduje odręczną mapę z zaznaczonymi lokacjami. Rusza je sprawdzić. Skwer "of Joy" okazuje się być raczej pusty, widać tylko ostatnich uchodźców, ponoć wojska konfederatów zbliżają się tutaj. Następny na mapie punkt to kościół, gdzie Francuz znajduje zamordowanego proboszcza, kiedy prosi zakrystianina o przeczytanie listów. Zgłoszenie sprawy na policję nie daje rezultatów, bo zaczyna się bitwa. Chevalier ledwo zdąża przed nią do Ogrodu Botanicznego, gdzie znajduje schronienie w pięknym, drewnianym saloonie, jakby żywcem wyjętym z opowieści o Dziwnym Zachodzie. Oczarowany, spędza tam wieczór i noc, śpiąc twardo aż do pierwszych wymian ognia armatniego, które katapulują go z łóżka i wyciągają przed budynek w fascynacji.

Poszukiwania map i przewodników dały słabe rezultaty, nadal jednak kompanom udało się znaleźć drogę do Ogrodu Botanicznego. Wpierw jednak James szuka flag konfederatów i unionistów, by zrobić podwójną, wywracaną flagę jednej ORAZ drugiej strony NARAZ; Joe zaś wspina się na wolne punkty obserwacyjne i patrzy jak rozlokowane są wojska i którędy mogą chcieć wkroczyć do Ogrodu Botanicznego, by móc odpowiednio dobrać drogę wejścia tam i wyjścia. Gdy w końcu docierają do saloonu, James widzi, że za Joem wchodzi jakiś dziwny gość. Nie tracąc czasu, zaczyna się za nim skradać, jednak pechowo wywala się na schodach z łomotem. Szybko zbiera się i podchodzi do gościa, zagająjąc rozmowę. Słysząc to, Joe z dobytą bronią rusza tam również. Gdy chętny do zawarcia przyjaźni cudzoziemiec widząc, że mają taki sam jak on sygnet, gdy James już zdołał szybko sygnety porównać, gdy chevalier ma już ich obu wyściskać, Joe dwa razy wypala mu pod nogi, by pokazać, co o tym sądzi.

- Panowie, spokojnie, wszyscy jesteśmy po tej samej stronie! - uspokaja (diablo przekonująco) James. Nie wszyscy jednak. Padają bowiem strzały.

Pierwszych kilka kul trafia Joego, w plecy, rękę, nogę. Zaskakuje go przy tym kompletnie, chłopak kamienieje jak słup soli. René rzuca się w bok, do pokoju i schodzi z linii ognia. Wraca jednak, widząc, że James dostaje w tors, obala go i przyjmuje dwie następne kule weń wymierzone na siebie. James pryska do pokoju, razem z Francuzem zresztą, ale z pokoju nie widać nic, co mogłoby pomóc stwierdzić, gdzie dokładnie jest napastnik. Joe dostaje jeszcze jedną kulkę i już ranny rzuca się ku oknu, rozbijając je, z przystawienia wali do stojącego tam przeciwnika. Strzał morderczy, ale tamten fartownie przyciska się do dachu i kończy się na krwawych szramach (podobnie jak dwukrotnie wcześniej u Joego). Gdy reszta possé wybiega na korytarz i rzuca się w sukurs, gość zgrabnie zeskakuje na ziemię, rzucając "jest wasz. siedzi w środku ogrodu." i ucieka, zawczasu dobraną i niemożliwą do ostrzelania trasą.

Ujawniono

  • że sukinkot naprawdę dobrze strzela, nawet oburącz i przez zasłonę
  • że sztony na negację obrażeń są mocne
  • że "ktoś", jest w środku ogrodu
  • że pancerz husarski błogosławiony ma 2 ochrony
  • że strzelanie przez osłonę może zmniejszać obrażenia lub zmieniać tor kul

czwartek, 20 sierpnia 2015

Preludium: Jak to naprawdę było

Najlepszy tekst sesji

Joe: Getysburg jest bezpieczny. Naszym ani razu nie udało się przewidzieć ruchów generała Lee.

Gdzie i kiedy

Ostatnie dni czerwca 1863 oraz pierwszy dzień lipca. Pensylwania, Getysburg.

Telegraficzny skrót sesji

Bankier Izajasz Rotberg wysyła dwu dłużników by uratowali dlań kilku ludzi. Detale zlecenia na poczcie w Little Wings, ujawniają, że z kilku... został już tylko jeden do uratowania, indiański szaman Śpiewający Kojot, ukrywający się obecnie w Getysburgu.

W Getysburgu natomiast rozpoczyna się właśnie bitwa.

Opowieść

Bankier Izajasz Rotberg lekką ręką pożycza 200$ Jamesowi, przez co zdobywa jego usługi. Młodziutki chorąży* Joe nie dostaje dinero, ale rozkaz przełożonego, by asystował panu Rotbergowi.

Podróż do Little Wings upływa w spokoju, do miasteczka docierają kwadrans przed zamknięciem poczty. Wyglądający jak tramp James nie pospiesza konia, to czyni Joe, który z wiatrem w zawody dociera do poczmistrza i odbiera odeń zamkniętą i zalakowaną skrzyneczkę, po okazaniu sygnetu bankiera. Joe uprzejmie czeka na swego towarzysza, informuje też poczmistrza "jedzie tu jeszcze taki tramp, na moim koniu, poczekajmy na niego".

Dotarłszy na miejsce James, tym razej przedstawiając się jako Adam, sprawdza czy pieczęć na wosku i ta z sygnetu pasują, upewniając się, że tak, otwiera paczkę. Tam są rachunki, kwity oraz list do pana Rotberga, z którego wynika, że poszukiwania ludzi jakie zlecił kancelarii prawnej zakończyły się, lecz wyniki są zgoła niemiłą niespodzianką, z list nazwisk jakie przesłał pan Rotberg, większość ludzi ostatnio zamordowano. Co niepokoi jeszcze bardziej, to fakt, że Rotberg kazał szukać księży i kapłanów. Z listy w największym niebezpieczeństwie i jako najważniejszy do uratowania jest... szaman Śpiewający Kojot, który wg ustaleń agentów Rotberga chowa się w Getysburgu, w dzielnicy centralnej, bo tam mało kto by go szukał. Proponowane miejsca jego kryjówki to Ogród Botaniczny, Skwer Radości oraz kościółek na wzgórzu.

Possè idzie się przespać by ruszać o świcie. James ma nadzieję wygrać, lecz nie tym razem: traci 10$ choć rano mówi "na zero". Joe rzuca "jak zwykle" i pyta go, czy nie kojarzy może szulera Jamesa, bo tamten wygrywał.

James - jako Adam - odpowiada oburzony, że on nie stosuje takich zagrywek. Joe kwituje to - no widać, bo nie wygrywasz...

Chorąży szybko ustala też, że ten kierunek (Getysburg i okolice) jest jednym z wielu przewidywanych kursów jakie może obrać dowodzący armią konfederatów generał Robert E. Lee. Stwierdza jednak, że skoro ostatnie cztery bitwy Lee wygrał, działając poza przewidywaniami sztabowców Unii, to i tym razem tak pewnie się stanie. (Szeryf nagradza to czerwonym sztonem).

Jazda do Getysburga szybko pokazuje, że DO miasta nikt nie jedzie, poza wojskiem, które ma przez nie przemaszerować próbując dorwać południowców. Armia Potomak, pod dowództwem generała Hookera, kilkanaście razy przepytuje jedynych jadących w tę stronę ludzi, lecz James - jako Mark Spencer - tłumaczy, że matkę ma chorą w mieście, w dzielnicy centralnej. Blef jest tak udany, że na ostatnim etapie podróży towarzysze dostają eskortę, nadaną przez majora Jeba Stuarta (rozpoznanego przez Joe).

Gdyby nie to, salwa konfederatów miałaby tylko dwa cele.

Zasadzka ujawnia, że szarzy mają już umocnione pozycje w dzielnicy centralnej! Po wymianie ognia, nasi się wycofują. Wojskowi jadą z raportem do dowództwa, a James i Joe ruszają znaleźć inną drogę. Nastaje 1 lipca. Po wielu wysiłkach i przemarszach w ukryciu albo w pośpiechu, obaj zmęczeni nielicho warunkami, zdobywają starą panoramę centrum miasta, pokazującą wzgórza, ogród botaniczny, skwer radości i szereg innych. Ma ona sto lat, kosztuje 20$, jest drzeworytem, ale daje pewne informacje w oparciu o które possè decyduje, że wchodzą do dzielnicy centralnej przez Ogród Botaniczny.

Ujawniono

  • odmładamy postacie jak można, by móc robić przeskoki itp. startowo macie naście lat, stąd Joe jest chorążym (do swego zwykłego stopnia dojdzie wkrótce)
  • że Rotberg szuka szeregu ludzi bożych, w tym kolorowych, przez kancelarię prawną
  • że większość ludzi, których szuka, już nie żyje, jeden wyemigrował, jeden jest "po drugiej stronie" a ostatni (Śpiewający Kojot) jest ścigany i schował się w mieście białych, Getysburgu
  • że Unioniści nie umieją przewidywać posunięć generała Lee
  • że Śpiewający Kojot jest w dzielnicy centralnej Getysburga, najbardziej prawdopodobne miejsca to Skwer Radości, stary kościółek albo Ogród Botaniczny.
  • Że MG się rąbnął z inicjatywą!
  • Że szarzy umacniają pozycje w mieście i mają dzielnicę centralną!
  • Że Ogród wychodzi poza granice dzielnicy centralnej.


MG się rąbnął podczas określania inicjatywy:

Red Joker: The character may take an action at any time during the round. The character automatically succeed with a raise when interrupting an action. If drawn from the player’s action deck, then the character draws a chip from the fate pot.
Zatem, Joe na następnej sesji losuje DWA sztony więcej. Jeden za czerwonego dżoka jakiego miał, drugi za moją pomyłkę.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Święty mąż Bishamon-kami-sama

Gdzie i kiedy

Miasto Portowe,

Telegraficzny skrót sesji

Przekazanie oficjalnych wieści Naomi-hanshu i jej świcie. Rozmowa z świętym mężem Bishamon-kami-sama, Szeptem, obecnie też toshireikanem Miasta Portowego, czyli naczelnym obrońcą.

Opowieść

Przy bramie trwa opatrywanie rannych i liczenie zabitych. Odwody podesłane z głębi miasta spychają niedobitki atakujących poza mury i dobijają tych, którzy nie dość szybko uciekają.

Ichiro Otago Kanamura zbiera raporty od swoich podkomendnych.
(tu szerszy opis jak to wygląda i co kogo spotkało)

(Tomomi, ciężarna samurai-ko)
W drodze do hanshu...
(posterunki, obwieszczenie Ichiro Reishin, tłumek za Namiestnikami)

Hanshu wita świeżo upieczonych Ichiro-bugyo przyjaźnie i z dużą radością. Z racji na jej świtę, spotkanie ma raczej oficjalny charakter, choć dobre nowiny obwieszczone przez Samiego (ze wsparciem Hotaru) radują wszystkich.

  • Przybędą posiłki.
  • Klan nie zapomniał.
  • Ichiro Daionji schwytał demona.

Te wieści miejscowi podają sobie z ust do ust.

Przed kolacją Namiestnicy mają chwilę odpoczynku w kwaterach Naomi-hanshu. (tu szerszy opis)

Rozmowa z Shinmaru - obecnie Torą.
Idą! Co widzi Sami, co widzi Hotaru.

Rozmowa przy kolacji. (tu szerszy opis)

Ujawniono

  • Ageha ukrywa się, ponieważ niektórzy ją znają w Mieście Portowym i jej ciężarny stan może przynieść hańbę Hotaru. Nie może jednak zostawić jej samej, zwłaszcza wobec tego, że Taigen i Shin Yao są teraz ranni.
  • Kilkunastu maho (co najmniej) dowodzi atakami na Miasto Portowe.
  • Wśród mnichów Bishamon-seido na ziemiach Ichiro jest trzech, którzy znają sekret Ukrytej Straży. Może czterech, gdy wliczyć ucznia kronikarza.
  • Mahiro jest w kontakcie z Szeptem.
  • Szept nie działa z ramienia Ichiro, ani z ramienia Bishamon-seido. Działa samowolnie i może zostać przez głowę zakonu odwołany. Może posłucha, może nie, sam fakt odwołania będzie zły.
  • Szept zmobilizował wszystkich sohei pod swoją komendą, tak naprawdę nie na pomoc Ichiro czy Klanowi Borsuka, ale na wojnę z maho i przeciw Nienazwanemu.
  • Tomi jest posłańcem Mahiro, jedynym z siedmiu, który przedostał się do miasta.
  • Tomomi z rozkazami "Hotaru" pisanymi przez Agehę dotarł tu dzień przed Samim i Hotaru, dlatego też wysłano Wydrę im na spotkanie.

środa, 12 sierpnia 2015

Spływające Borsuki

I. Po dramatycznej walce owocującej uratowaniem choć części flisaków, Sami i Hotaru czynią finalne przygotowania do spływu w stronę Miasta Portowego. Równocześnie (przypominają sobie i) rozmawiają ze swoimi wasalami, podkreślając, że wbrew pozorom dostrzegają ich oddanie, poświęcenie (i cierpliwość). 

II. Spływ, poza nielicznymi wyjątkami, przebiega spokojnie. Nieopodal Miasta Portowego Taigen i Shin Yao czynią zwiad i próbują nawiązać kontakt z obrońcami miasta, co owocuje ujawnieniem bogactwa miejscowej fauny. 

III. Nikutai Ichiro "Wydra" Tsukiko, (zbytnio) zadowolona z siebie, sugeruje (z wrodzoną subtelnością) rychłe dobicie do spalonego portu. Nasi dzielni bohaterowie dowiadują się, że zmrok zapada szybciej w tej części Doliny i lubią towarzyszyć mu strzały. Dużo strzał. 

IV. Nowostare postaci: Tygrys (Shinmaru), toshireikan (Szept), Bardzo Ważny Ichiro: Isuto, z rodu spichlerzystów. Klub narzeczonych Hotaru odzyskuje pierwszego członka. 

V. Wsparcie obrońców Miasta Portowego przy desancie, anihilacja (nie)celowa niektórych tratw. 

VI. Tajemnicza postać (maho) na skraju lasu, chce czegoś, co ma Hotaru, tak bardzo, że skłonna jest odstąpić od oblężenia. Ultimatum czasowe: świt. 

VII. Atrakcje na rzecze: kładki, mgła a nad miastem ognisty, oślepiający ptak. 

VIII. "Gorące" powitanie Samiego przez jednego z jego (licznych) wrogów - Ichiro Otago Kamamurę, dowódcę Bramy Portowej i "fana" Ichiro "Szpotawej Stopy" Ippo. Hotaru taka mała, a taka dostrzegana, w przeciwieństwie do Samiego. 

IX. Miasto Portowe miastem dziecięcych posłańców o dobrej pamięci i szybkiej mowie. 

X. Szturm na Bramę Portową z bonusem dla Sami Team w postaci ogra (i koniec końców jego głowy). 

XI. Bonus dla obu drużyn w postaci W Ciul i Jeszcze Trochę* Białych Masek. 

CDN...

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 28 - Finał - bitwa przed zasiewem.

Gdzie i kiedy

Kilka tygodni na zwiadach, zakończone w ostatnim tygodniu miesiąca Onnotangu.

Telegraficzny skrót sesji

Kolejna bitwa z mahotsukai... choć ta raczej nie dorobi się nazwy. :-)

Bitwa wygrana przez siły Klanu. Maho zabity, demony przegnane, przyboczni i siły maho zabite lub w rozsypce. Zwiad zakończony sukcesem!

Opowieść

Pierwsza narada to ustalenie co dalej. Powracają zwiadowcy i opowiadają o rozlokowaniu sił wroga, uzbrojeniu, itp. Sami i Hotaru idą z nimi obejrzeć miejsce obozowiska, gdzie odkrywają pułapki, pewne powody rozłożenia obozowiska oraz ptasich zwiadowców. Hotaru upewnia się, że potencjalny maho jest podobny do tego widzianego we śnie na tarasie, lecz nie jest to ten sam człowiek. Sami ma wątpliwości, czy gość siedzący na widoku, na krześle, rzeczywiście jest maho, a nie tylko wabikiem.

Po zwiadzie yoriki zdają raport gunso "Wachizuce", który zorganizował krótką naradę przed uderzeniem. Wpierw jednak yoriki zdążyli porozmawiać ze swoimi wasalami i sobą nawzajem, a jeszcze wcześniej z Jednookim, który zaoferował, że będzie strzelał do maho.

Narada była krótka, jedynie Sami zaproponował kontrplan wobec planów gunso, które przez resztę zostały przyjęte pozytywnie. Myśliwi skłaniali się ku propozycji Samiego: wystrzelaniu wroga z lasu, bez szarży, lecz typowo "borsuczy" plan zyskał wielu zwolenników, także wśród zwykłych bushi. Gunso uznał kontrargumenty Samiego lecz sam miał wiele swoich, w tym także przewagę zaskoczenia, której rozstrzelanie wroga nie gwarantowało, gdyż wymagało zajęcia pozycji, które było ryzykowne - jeśli dowódca był maho, mógł zauważyć bushi swoimi sposobami. Gdy Sami zorientował się, że nie przekona gunso jak długo jego kontrplan nie będzie również gwarantował przewagi zaskoczenia, zaproponował misję samobójczą!

Śmiały, by nie rzec ryzykowny plan, zakładał, że Sami weźmie głowę demona i podejdzie do maho, pozując za banitę, mającego ciekawe wiadomości. Potem spróbuje go podpalić, co będzie sygnałem dla oddziału, by atakować.

Śmiałość zyskała Samiemu duże uznanie, gunso zaś zatwierdził plan, mimo, że pan Mizoto próbował protestować.

Hotaru, pan Mizoto oraz pan Yoshimaru dali odczuć Samiemu swe niezadowolenie, Sami zobowiązał się do unikania takich sytuacji w przyszłości, do tego, że następne dwie takie okazje będą podlegały ich decyzji. Hotaru wręczyła mu prezent Naomi-hanshu, by następnie poprosić Jednookiego, by wspomógł swoimi umiejętnościami łuczniczymi panów Mizoto i Yoshinmaru. Łucznik się zgodził i bez ceregieli ruszył dalej.

Przed odejściem Sami próbował wymóc na Honshu-san zachowanie bliższe zachowaniu oryginalnego Wachizuki, nawet insynuując, że tamten jest lepszym dowódcą (Dowódco, Wachizuka-sama nie musi wygłaszać płomiennych przemów. Nie musi.). Nie była to udana rozmowa, choć Honshu-san nie pokazał w żaden sposób urazy i zachował się bez zarzutu. Oddział "Leśników" pożegnał też Samiego szpalerem dla bohaterów.

Wyprawa udała się nadspodziewanie dobrze i Sami, zastraszywszy ciemne chłopstwo dotarł przed maho. Po krótkim dialogu jak spod ziemi wyrósł yojimbo tamtego, który wyszedł zza zasieku i jego znak wywołał nie lada efekt na młodym yoriki. Sami znienacka z całą mocą usłyszał w swojej głowie "jego gniew jest wielki", przez moment miał wizję, jakby był w zupełnie innym, odrzucającym miejscu, yoriki na moment był kompletnie skonfundowany, dopiero przywoławszy cały swój niemały honor, Sami oparł się wrażeniom. Przyboczny został po tej stronie zasieku, przekazując "podarek" - sztylet gaijinów. Maho zaczął coś mówić, a wtedy Sami rzucił weń zapaloną oliwą dając sygnał do ataku.

Bitwa rozpoczęłą się właśnie wtedy. Silny wicher odrzucił pocisk, Sami zwarł się z przybocznym, Jednooki strzelił (i trafił), Borsuki rzuciły się do ataku, a heimini do obrony. Sami zwyciężył w swoim starciu, lecz uderzenie w znak miało niezwykłe reperkusje i ranny jeszcze przed starciem yoriki ogłuszony odleciał na dobrych kilka metrów. Hotaru rozkazała swoim szukanie maho, stwierdzając, że tutejszy dowódca to jedynie wabik, kiedy ten znienacka jednak zaczął coś mamrotać i ręce złożył razem. Mała yoriki poprowadziła swój oddział do ataku, zasypując włóczniami i strzałami podleca, jednak jego yojimbo przejął cały atak na siebie, poczym ruszył do ataku na szarżujących Borsuków, krzycząc Ichiro, Fu Leng! Znak na jego zbroi miał piorunujący efekt i nawet Hotaru nie potrafiła zebrać oddziału do walki, zwłaszcza przy kłopotach z zapieczętowanym przez kenku kamieniem. Wkrótce młoda yoriki została właściwie sama naprzeciw szarżującego upadłego Ichiro i musiała sama stawić czoła wizji i głosowi, podobnym tym, które wcześniej paraliżowały Samiego. Udatnie pomógł jadeit, na tyle, że Hotaru miast obrony, zdecydowała się na atak! Ten powiódł się, napastnik został przebity, zaś z jego zbroi trysnął zielony płomień i kompletnie spalił włócznię Hotaru. Młoda Ichiro natychmiast puściła broń, być może ratując się przed sporymi kłopotami.


Przebijając się przez chłopów, dzięki asyście nieocenionych wasali, Sami zaryzykował wszystko w dzikim ataku. Przeskoczył zasiek, wpadł na tarczę drugiego z yojimbo i z całą mocą wbił kryształowy sztylet... w ciało przywołanej właśnie Kyoso no Oni, która z przeraźliwym wrzaskiem rzuciła nim o zasiek i zniknęła w płomieniach, podobnie jak się pojawiła. Na szczęście dla yoriki jego wasale byli nieopodal, a maho i jego strażnik byli zajęci ucieczką, nie pomyśleli więc o dobiciu go.

Rozbicie ogłupiałego chłopstwa nie zajęło Borsukom długo i mogli przyjść w sukurs walczącym w pierwszych szeregach yoriki. Demony nie zaryzykowały konfrontacji z 3 guntai wojska, zaś uciekający zostali dosięgnięci celnymi rzutami oszczepów.

Ciała i przedmioty przy nich spalono. Przesłuchano jeńca Hotaru, który okazał się żałosnym, przerażonym i głupim chłopem. Niewiele rzekł nowego, poza tym, że dwa podobne im oddziały zostały wyprowadzone dokądś kilka dni wcześniej oraz że "wielki pan" czasem miał wizyty, z których najbardziej przygotowywał się do wizyty brata. Opisał też od biedy podejście na szczyt, mówiąc też o siłach nieprzyjaciela ulokowanych tam, mogących zrzucać lawiny na podchodzących.

Po bardzo dobrze przyjętej przemowie do zwycięskiego wojska, Honshu wezwał do siebie Hotaru na krótką naradę, czy iść dalej czy wracać. Choć na fali sukcesu wycieczka ruszyła dalej, wkrótce okazało się, że jeniec pojmany przez grupę Hotaru mówił prawdę o podejściu. Wobec faktu, że nieznane siły nieprzyjaciela były na stoku i na szczycie góry, oddziały miały po kilkunastu rannych (w tym ciężko rannego Samiego) a kilku chłopom udało się zbiec (nie mówiąc o demonach) Honshu nie zdecydował się na ciągnięcie wyprawy dalej, ponieważ nie wiedział, czy możliwym będzie powrót. W ramach nagrody pocieszenia Borsuki wykonały w drodze powrotnej rajd w głąb lasu, ubijając jeszcze kilka patroli wroga, choć składających się jedynie z heiminów.

Jak przewidywał pan Taigen, "Leśnicy" odbili przed miastem w las, mówiąc o innej swej misji, żegnani bardzo ciepło przez pozostałych. Przed rozstaniem, Hotaru poprosiła o rozmowę pana Honshu, by spytać go o to, co mówić w mieście, jak i o sytuację "rodzin uszu daimyo, które nie dorosły do zaszczytu". Honshu-san odpowiedział na oba pytania, jednak odpowiedzi nie podniosły Hotaru na duchu, zwłaszcza, że po powrocie nie zastała oczekiwanego listu od macochy. Niepokój o rodzinę trawi młodą yoriki, która zaczyna rozważać szybką podróż do domu.

Sami do Miasta Odważnych Heiminów nie odzyskuje przytomności.


Ujawniono

  • dlaczego rodziny uszu daimyo nie radzą sobie z zaszczytem czasami
  • że kryształowe noże potrafią być NADER skuteczne
  • pewien bardzo szczególny znak
  • że także demony mogą wybrać odwrót nad walkę
  • z jakiej rodziny pochodzi Honshu
  • że sztylet maho wiele nie mówi


Rozdział 27 - Wymarsz na zwiad!

Gdzie i kiedy

Czasy i miejsca akcji

Telegraficzny skrót sesji


Powracając od karo, na przełęczy yoriki dowiadują się o kilku rzeczach i znajdują bliską im osobę niedaleką śmierci. W mieście ogłaszają wolę daimyo oraz szykują się do wymarszu na zwiad, przy okazji udaremniając kilka intryg wrogów, tak tych klanowych jak i własnych. Zwiad zaczyna się nienajlepiej, bo chrztem ogniowym dowódcy, potem jednak nieoczekiwane spotkanie staje się wyraźnym znakiem Łaski Fortun. Pogranicze Dzikiej Doliny okazuje się bowiem miejsce gdzie można znaleźć nie tylko Pograniczników, ale też ludzi z byłego Korpusu Myśliwych a nawet... niespodzianka! Leśników! Nie-Leśników.

Wzbogacony o liczną grupę bushi obeznanych już co nieco z nieprzyjacielem zwiad nabiera rumieńców. Zapada decyzja o rozpoznaniu bojem. Wkrótce już bez strat jest pierwsze spotkanie, potem zaś zwiadowcy donoszą o większych siłach wroga rozłożonych obozem nieopodal. Zbliża się bitwa!



Opowieść

Gnani przez rozkazy daimyo, które winni byli wypełnić dawno temu, młodzi yoriki karo Shiro Ichiro co konie rozstawne wyskoczą mknęli do Doliny Południowej, zdecydowani ogłosić jaką estymą pierwszego pośród Ichiro cieszy się dogorywająca Pierwsza Wioska.

Sami gnany był też bliżej niesprecyzowanym niepokojem, który był na tyle dojmujący, że ten aż poprosił o wskazówki jak jechać szybciej. Niestety, z jazdą konną okazali się jedynie obyci Taigen i Hotaru, zatem to oni oddzielili się od grupy i pomknęli dalej.

Kwadrans później zaledwie rozległ się dźwięk rogu i Sami wyczytał nie tylko ostrzeżenie przed nieprzyjacielem silnym na tyle, by roznieść w pył posterunek graniczny, ale że on i jego jeszcze gorzej z końmi radzący sobie towarzysze winni postawić na szybkość.

Hotaru i Taigen zgodnie ocenili, że posterunek zniszczony został przez demona, siła z jaką ten rzucił jednym z ciał (leżało na dachu), roztraskane drzwi czy barykada drogi były im ku temu wystarczającymi przesłankami - Hotaru chciała się nawet zatrzymać lecz Taigen osadził ją krzycząc "za mało nas!".

Co gorsza... z posterunkiem przepadły też konie na zmianę i podjazd w górę przełęczy nielicho zmęczył zwierzaki. A tu jeszcze była droga do Pierwszej Wioski!

Ciężko byłoby orzec jak by się to skończyło, gdyby nie fakt, że na przełęczy odbyła się masakra. Kilka ciał porzezanych leżało na szlaku, a jedna, ciężko ranna postać opierała się o bambusy po prawej stronie i na widok nadjeżdżających znaki jakieś spróbowała dać... nim poczęła bez przytomności padać. Taigen ruszył w prawo, Hotaru w lewo, by dopaść do postaci. Kiedy poczęła ją podnosić, zamarła, poznawszy przyszłą szwagierkę!

Młoda yoriki wkrótce już z rozpaczą mogła przekląć niedostatki swej wiedzy, Junko było ciężko i wielokrotnie raniona, Hotaru zaś z desperacją mogła przyglądać się jak dziewczyna umiera lub nieudolnie spróbować opatrzyć zaledwie część jej ran! Na domiar złego, dał się słyszeć szczęk ostrzy i szydercze słowa Taigena, by bandyta nie atakował samemu, lecz wezwał kompanów, bo inaczej stanie się mu krzywda.

Zważywszy na szybko za, jak i przeciw, yoriki ruszyła na pomoc swemu doshin, mając nadzieję, że tam przyda się na coś zanim będzie za późno. Wypadła w sam raz, by ujrzeć wymianę ciosów, która nie tylko rozbroiła, lecz rzuciła Taigena na kolana. Nieznajomy nie miał pancerza, lecz kunszt szermierczy okazał się bardziej niż wystarczający, Hotaru widziała, że zarówno kiedy ciął Taigena po rękach jak i kiedy uderzał rękojeścią swej broni w jego potylicę, napastnik patrzył tak naprawdę na krzaki, czekając jej nadejścia, to na nie się szykował.

Starcie zakończyło się szybko, gdy napastnik z połyskującym powietrzem przed twarzą uniemożliwiającą dojrzenie jego rysów twarzy, zaproponował umowę: Hotaru głośno policzy do pięćdziesięciu, w zamian za życie swojego doshin.

Nie znający tymczasem sytuacji Sami z dwójką towarzyszy dojechał do masakry i z niepokojem ujrzał, że jego towarzysze chyba się rozdzielili. Jeden koń ciężko dyszał po lewej, drugi po prawej stronie drogi! Szybko wydawszy rozkazy Sami począł sprawdzać co zaszło. Wkrótce znaleziono tropy prowadzące w las po lewej, zaś sam zapaśnik ustalił, że najprawdopodobniej gdy napastnicy osaczyli ściganego, który postanowił życie sprzedać wspierając się o niewielką grupkę bambusów, zostali zaskoczeni przez szermierza jakiego, który przeszedł przez nich wyrzynając każdego, kończąc pościgiem za dwójką która widząc sprawność nowoprzybyłego rzuciła się do ucieczki. Pragnąc rzucić okiem na tego, kogo tak zażarcie ścigano, Sami z przydechu gromko przywołał pana Mizoto, który przez następne pełne napięcia chwile zajmował się panienką Junko... by ze zdumieniem stwierdzić, że ta jest świetnie opatrzona!

Ze sporą ulgą, ale też i wściekłością na ten atak, Sami ruszył tropami sprawców pragnąc krwi.

Koniec liczenia zbiegł się z odzyskaniem przez Taigena przytomności, a chwilę później na polanie pojawili się Yoshinmaru i Sami. Widząc narzeczonego, Hotaru rzuciła się do Junko i Sami okazał się zbyt wolny w przekazywaniu jej, że jego siostrze nic nie jest... już.

Wymiana opowieści trwała mniej więcej tyle, co przygotowanie noszy dla rannej. Tropienie Samiego przyniosło niewiele odpowiedzi, raczej kilka kolejnych pytań, o rozkwitłe znienacka rośliny,  soczystą tylko w niektórych miejscach trawę i brak oczekiwanych śladów w oczekiwanych miejscach.

Szczęśliwie dalsza droga do Pierwszej Wioski przebiegła bez zakłóceń. Niestety, stan Junko nadal okazał się ciężki. Sami udał się więc do kwater shugenja, gdzie sforsował bramę mimo początkowego sprzeciwu sługi i wpadł do komnaty pani domu. Tam powitany został jej kornym ukłonem i bardzo uprzejmymi przeprosinami, w których między słowami wyczytał, że jedynie Uzdrowiciele mogą uzdrawiać i magiczne sztuczki nie powinny zakłócać choremu powrotu do zdrowia. Widząc uśmieszki yojimbo, którym najwyraźniej w smak było strapienie shugenja, Sami kilkoma słowami zaprzeczył jakoby wina była po stronie kapłanki czy nieudolności jej służby, składając ją u stóp yojimbo, których powinnością było go powstrzymać.

Młody yoriki nie wiedział, że jeden z tej dwójki wtedy poprzysiągł sobie, że nadejdzie dzień, w którym nieokrzesany yoriki pożałuje swych słów.


Obrotny Ichiro nie poprzestał jednak w poszukiwaniach. Błyskawicznie przekazał ranną siostrę w ręce uzdrowicieli i już następnego dnia z radością i zaskoczeniem dowiedział się, że nie kto inny jak Ichiro Tamafune, córka Ichiro Kayi, czuwała przy niej tej nocy, stabilizując jej stan. Pani Tamafune przekazała radosne wieści strażom przy domu, w którym zamieszkali pani Hoshie, jej syn oraz przyszła synowa. Oboje yoriki odetchnęło z ulgą, nie omieszkali też natychmiast naprostować swych podwładnych, że pani Tamafune powinna być zaproszona nie tylko z racji na wieści jakie przyniosła, ale też na przeszły udział w uzdrowieniu pana Minoru!

Strażnicy z zaambarasowaniem tłumaczyli się, że młoda panna Ichiro nie dała im szansy, gdyż prędko pospieszyła z powrotem. Sami pospieszył za nią, by podziękować i poprosić może o pomoc dla ciężko rannego Yoshifusa-sama, którego stan, jak yoriki przekazali zaprzyjaźnieni strażnicy, wciąż pozostawał bez zmian. Poszukiwania jednak okazały się kompletnie nieudane... choć gdy zawitał do więzienia, nieoczekiwania zastał tam... swojego pozostawionego w mieście wasala!

Ichiro [imię przypomnieć trzeba, nie mam zapisanego]-san uradował się niezwykle widząc swego suzerena i nie omieszkał mu powiedzieć czego się dowiedział - na pana Kagemaru miano nasłać zabójców! W lokalu pod opieką gunso Ijuuyina, gdzie [imię znowu] był za inną sprawą, rozmawiało kilku ludzi planując całą sprawę!

Sami wpierw planował, że wróci po wasala jak sprawę wyjaśni, jednak Ichiro dość cynicznie poprosił, by nie kazano mu czekać na 'sprawiedliwość', bo widzi mu się, że ta będzie dość ostateczna. W zamian wolałby, by jego pan ukarał go surowo, czemu on obiecuje poddać się przykładnie. Sami porozmawiał z dość doświadczonym gunso dowodzącym placówką, który kłamał dość zręcznie, by nie było tego widać, lecz bez przekonania, jakie było potrzebne by Sami tego nie wyczuł. Nawet jednak wiedząc o kłamstwie, Sami nie bardzo mógł zareagować, ponieważ słowa tamtego były bez zarzutu. Udało się szczęśliwie przeforsować zwolnienie podwładnego, choć wkrótce już do domu pani Hoshie doszło pismo od gunso Ijuuyina, proszące o wydanie podpalacza.

Niestety... pan Kagemaru wyszedł z domu wczoraj i dotąd nie powrócił. Sami i Hotaru ruszyli do Sayaka-chui, zmobilizowawszy także ludzi i akcję poszukiwawczą. Sława bohaterów, ich udział w wydarzeniach, które odmieniły los Pierwszej Wioski (czy już wtedy ogłoszono nowinę daimyo?) sprawiły, że ochotników było wielu. Okazało się też, że pan Kagemaru nie poszedł w pułapkę bez planu, nakłonił on paru heiminów do pomocy, co uratowało mu życie.

Podczas gdy Sami i Hotaru powrócili do rutyny życia bohaterów i planowania militarnego związanego z rychłym zwiadem, ciężko raniony Kagemaru poprosił o wypożyczenie pana Mizoto. Finał sprawy miał miejsce przed chui, gdy Sami i gunso Ijuuyin honorowo zremisowali w zapasach i nieoczekiwanie... gunso bardzo przyjaźnie odniósł się do Samiego!
Yoriki wkrótce dowiedzieli się, że pan Kagemaru i pan Mizoto ustalili kto brał udział w zamachu, ile z tych osób było z oddziału gunso, spisali odpowiednie zeznania i wręczyli je przybocznemu gunso przed walką. Wkrótce w domu pani Hoshie pojawił się młody Ichiro, który w imieniu swego ojca ustalił szczegóły sprawy, oferując wdzięczność rodu i oddziału gunso, za zachowanie twarzy jego pana ojca.

Wiedza jaką młodzian przekazał, ułatwiła skompletowanie guntai, jaki wyruszyć miał na zwiad z młodymi yoriki.

Pomogły też wciąż odbywajace się audiencje, choć nie bez kłopotu, w postaci Ichiro Sozena, którego nie dało się w godny sposób odprawić, który był zbyt wprawny i którego motywacja do dołączenia się do oddziału nie ograniczała się do tego, co mówił był głośno! Zarówno shoko-kanbu, jak i pan Kagemaru mieli co do niego spore obawy, ten ostatni zaś wyjawił Samiemu, że uważa, że to ktoś, kto przeszedł przeszkolenie elitarnej gwardii Klanu, formacji odpowiadającej przed Radą i ochraniającej Radnych Klanu Borsuka. Jednak poza podejrzeniami, nie ma w Sozenie nic takiego, co można by mu było zarzucić - zdobywa on szybko sympatię całej reszty kompletowanego oddziału!





Raz jeszcze Sami rusza na poszukiwania Ichiro Tamafune, podczas gdy Hotaru wyszukuje Kazuo i wpierw wypytuje go o to co się działo od ich ostatniego spotkania, by potem pójść z nim do lasu, uczyć się czytać tropy. Nauka okazuje się owocna, wypytywanie jeszcze bardziej.

Hotaru dowiaduje się o mało znanej roli gunso z Pierwszej Wioski, wraz z zakulisową historią jego nowej (dobrze opłacanej i mającej szansę wyjść z długów) grupy zwiadowczej, wyciszeniem sprawy kradzieży z klanowych spichlerzy i kilkoma innymi.

Mała Ichiro dowiaduje się o tym, że ludzie chui Doliny Południowej bywają nie tylko w Pierwszej Wiosce ale też byli w Mieście Odważnych Heiminów!

Tymczasem o niezręcznej sytuacji w jakiej jego nieustające poszukiwania stawiają młodą Tamafune, która okazuje się zmuszoną do obiecania opiekunowi, że nie spotka się z yoriki, który raz już wymagał od niej uzdrawiania magią, dowiaduje się od Pierwszej Uzdrowicielki w wiosce Ichiro Sami.

Ta dama budzi w upartym Borsuku mieszane uczucia. Niewątpliwie wykonuje tu kawał bardzo dobrej roboty, nawet stawiając - zgodnie z życzeniami Ichiro-daimyo - półludzi wyżej od ludzi obecnie, ale też wymaga na Samim na odchodnym, by nie mówił o tym, jakoby Uzdrowiciele używali sztuczek do uzdrawiania (mając na myśli magię). Młody bushi po raz kolejny widzi, jak głęboko zakorzenioną w klanie jest niechęć do rozmawiających z duchami.

Poprawą nastrojów dla yoriki jest to, że przynajmniej z kilku sprawami posunęli się do przodu. Zebrano odpowiednie informacje, by pchnąć kilkanaście spraw z audiencji do przodu, obiecano wejrzeć w kilka dalszych, ujęto dwu kupców realizujących polecenia Ichiro Sao (trzeci, niestety najważniejszy) zdołał zbiec, lecz musiał pozostawić za sobą większość dobytku.

Hotaru z radością dowiaduje się, że Yuzuha-sensei ma zostać sensei w mieście, radość tą niestety tłumi fakt, że choć jej wojsko pokonało po drodze tutaj demona, to starcie to kosztowało coś samą sensei - pozostaje dotąd nieprzytomna.

Junko ma kilka dni przed sobą rekonwalescencji, kurierzy przejęli jej papiery.

Pani Chinatsu jak i pan Tomomi uważają, że coś kroi się koło sokolnika. Hotaru uspokaja ich, że to dla niej nie nowość, co oboje witają z zaskoczeniem.

Pierwsza Wioska staje się Miastem Odważnych Heiminów - ogłoszenie woli daimyo Hotaru konsultuje z panią Hoshie, przemycając także inne ogłoszenie - o możliwej amnestii dla Borsuków chcących walczyć z maho.

Ambitna dziewczyna ma też wielce ciekawy pomysł, by pani Hoshie wspomogła swoją wiedzą i umiejętnościami panią Risako w jej kłopotach. Niestety, delikatne wypytanie ujawnia, że ojciec pana Samiego poprosił małżonkę o wykonanie kilku rzeczy w Mieście Odważnych Heiminów i nim te nie zostaną zakończone, pani Hoshie raczej stąd nie wyjedzie.


* * * do uzupełnienia i ładniejszego opisania * * *

Istnieją jeszcze ludzie ze Straży Granicznej i z Korpusu Granicznego (choć sam Korpus został rozwiązany przez dowódcę). No i są też tu ludzie radnego Yoshifusy. Chusta jego ludzi otwiera wiele drzwi.

Pokonanie pół tuzina demonicznych ogarów.

Sami i Hotaru przekonali Myśliwych by poszli z nimi. Demokracja nie sprawdza się w dowodzeniu, zamordyzm sprawdza się lepiej.

Wszyscy są w szoku na nowinę Pierwsza Wioska -> Miasto Odważnych Heiminów...

Hotaru jest przywódczynią banitów? A może nie?

Udało się odeprzeć atak mentalny maho, udało się odzyskanie kamienia, z pomocą kenku, który wygłosił niestosowne komentarze (może uratował siostrę Samiego) i ukrywał swoją tożsamość przed Hotaru podczas tego ratowania.

W dolinie są Jednorożce i bandyci (w dużej sile).

Straż wzięła baty, Korpus przestał istnieć po półtorarocznej walce z właściwie wszystkimi.

Jednorożce weszły pod szyldem "Straż Graniczna Borsuka bawi się w maho naszymi heiminami". Chui Doliny Południowej wystawił pograniczników.


Zabójca koniec końców ucieka, mimo, że trochę oberwał.
6 ogarów vs 40 ludzi - wygrywają ludzie.

Ogary są trudnym przeciwnikiem po zmroku bardziej niż po świcie.

Hotaru i wróg - finał. Kamień - też finał. Kuzynka Hotaru prowadzi rozboje. Ale... jest szansa na amnestię! :-)






Ujawniono

  • że bywają szermierze natchnieni, gdzie się ich nie spodziewa
  • że Korowód to dość szczególna forma ochrony Ukrytej Doliny
  • że Hotaru to słabe ogniwo, a kamień może być brzemieniem
  • że Pogranicznicy i Leśnicy mają wspólne manewry raz w roku
  • że gunso Wachizuka bywa w dwu miejscach naraz
  • kilka faktów o Błękitnych Duchach i koalicjach w Radzie
  • stanowisko karo i jego ludzi wobec koalicji
  • że rodziny uszu daimyo cierpią przez zaszczyt
  • że Sozen nie miał dobrych zamiarów
  • że rzut nożem może niesamowicie zaboleć
 Pytania do graczy:
  • Hotaru: jak szybko informacja o nieudanym zamachu na Kagemaru dotarły do rozkazodawcy? Szybko. Tak szybko, jak szybko zajęła droga doń.
  • Sami: dlaczego bardzo jadowity skorpion trafił do Pierwszej Wioski? Dla pani Hoshie, ona wszak bardzo lubi prezenty...
  • Hotaru: kto uważa, że zabił nowo mianowanego śledczego radnego Ichiro Mahiro i dlaczego? Bo jechał na koniu Jednorożca, a to duża przewaga pozycji względem pieszego. Na polecenie Ichiro Sao.
  • Sami: czym ujął Szepta pan Shinmaru i czemu miało go to kosztować życie? Bo skłonił Szepta do współpracy, wbrew rozkazom Hotaru.
  • Hotaru:  jaka osoba ma w garści pana Mizoto i dlaczego największą jego obawą jest, że ta osoba się doń odezwie? ji-samurai mający chronić dom... zawiódł. Właściciel domostwa ma coś do powiedzenia...

     


     

sobota, 26 października 2013

Radosna biesiada z okazji wypłaty

Podczas ostatniej sesji miała miejsce biesiada, której celem było uczczenie wasali yoriki (tego, że wytrzymali tak długo z Samim i Hotaru) oraz wypłacenie im żołdu. Jako że podczas posiadówy polało się mnóstwo sake, doszło do kilku ciekawych sytuacji.

1. Podczas zapasów Shin Yao zwichnął rękę, pojedynkując się z Samim. Mimo odniesionych obrażeń przegrał walkę w sposób, który młodemu yoriki bardzo zaimponował. Jeśli Sami nie będzie mógł wyjść z walki z honorowym remisem, postanowił przegrać ją właśnie w stylu Shin Yao.

2. Sami zachwycał się również młodą Ayano. Przykuła ona uwagę młodzieńca, stosując technikę bliską jego sercu, bowiem poznaną jako pierwszą podczas nauki w dojo.

3. Osobą, która również wzbudziła duże zainteresowanie zgromadzonych, była Ageha. Okazało się, że jest kopalnią ciekawych historii, w które potrafi wpleść słuchających.

4. Jeśli już o opowieściach mowa, trzeba wspomnieć o tych, które przysporzyły nieco rumieńców obojgu yoriki. Biesiadnicy dowiedzieli się o tym jak Hotaru latała a Sami sprawiał przyjemność koleżance z dojo, z którą splótł się w (zapaśniczym) uścisku.

5. Cóż, nie tylko yoriki przeżyli chwile oblania się krwistym rumieńcem. Również Tomomi, popisując się sztuką władania nożem, zaprzestał tego gdy zraniwszy się, został upomniany przez Hotaru, która miała jeszcze potrzebować jego zręcznych palców.

6. Zdarzyło się również kilka co najmniej dziwnych rzeczy. Czy pojawienie się tajemniczego shugejny (o ile rzeczywiście miało miejsce) i głos w głowie Samiego wypowiadający zakazane imię kami są jakoś powiązane? Nie mówiąc już o podwójnym zaśpiewie Taigena?

7. Jeszcze bardziej niepokojąca była wizja Hotaru, doznania w późnej fazie imprezy. Na chwilę młoda yoriki odpłynęła, patrząc na białą maskę oczyma człowieka o basowym głosie, który domagał się, by to plugastwo przepuściło go i dało dostęp do swego pana, do którego ma sprawę. Jeszcze rano, nie mogąc się wyrwać z wyjątkowo realistycznego snu, bushi nie mogła dojść do siebie.

8. Atmosfera stężała również gdy Taigen opowiadał, jak w ramach kary za swoje zachowanie spotkał się twarzą w twarz z wujem Hotaru. Człowiek ten przeraził go, Taigen wiedział jednak w towarzystwie Kaigena nie miałby się czego obawiać.

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 26 Niespodzianka Ichiro Machi

Gdzie i kiedy

Dolina Południowa: Pierwsza Wioska; droga do Shiro Ichiro, kryjówka karo Azai ok godziny drogi od zamku.
Dwa dni: trzeci i czwarty dzień rekonwalescencji. Trzy dni pozostają do wypadu w las, który ma zacząć się 4 dnia miesiąca Onnotangu.

Telegraficzny skrót sesji

Ciąg dalszy audiencji, uwolnienie Ichiro Machi, rozmowa z nim i jego raport, nagła i rychła podróż do Shiro Ichiro i rozmowa z karo.

Opowieść

Audiencje trwają, Sami i Hotaru otrzymują prezenty (zwłaszcza Hotaru), zjednują sobie sojuszników (zwłaszcza Hotaru) i zyskują wrogów (zwłaszcza Hotaru... no kpicie? kto w to uwierzy, oczywiście, że Sami). Kilka spraw się wyróżnia, jednakowoż żadna nie wygląda na razie na konkurencyjną względem tych, które już zajmują przytłoczonych już yoriki. Pojawia się nowa naginata, młot z listem, tessen z kanji siły, wachlarz potrafiący nieźle namieszać w rozmowie, piękny shamisen, ikebana z azalią i yari a nawet powiało poezją... choć cokolwiek grafomańską.

Potem yoriki udali się do więzienia, by porozmawiać z Ichiro Machi. Dość szybko ustalili, że znajduje on się tam z racji na stary zatarg z jednym z gunso, który polecił swemu wasalowi zaaranżowanie sprawy. Wasal wykazał się sprytem w inscenizacji, przez co było kilkunastu świadków "przewinienia" pana Machi. Od czego jednak niezwykła wiedza pani Hoshie o ludziach i ich historiach, jak i dobry pojedynek zapaśniczy. Machi był wolny jeszcze tego dnia. Przed świtem spakowany eks-yoriki odwiedził Samiego i Hotaru, wręczył im swój raport, poodpowiadał na pytania, powymieniał się informacjami, zjadł z nimi wspólne śniadanie (choć nawet wtedy nie zdjął mempo), ucieszył się nowym proporcem (choć poprosił aby wystawiono go w ich rezydencji, by sprawiał wrażenie jego obecności w mieście) i wyruszył w misję do lasu, by rozpoznać sytuację i przeprowadzić dobry zwiad w centrum terenów nieprzyjaciela. Poprosił, by zniechęcili młodego niedoszłego podżegacza od zostania jego uczniem i ostrożnie dał znać, że w razie otrzymania jakichś nominacji odmówi.

Raport jaki Ichiro Machi pozostawił w rękach młodych bushi okazał się istnym kompendium wiedzy o Dolinie Południowej. Dokument ten był tak pełen informacji wagi super-ciężkiej, że w ringu zapaśniczym robiłby za przeciwnika cięższego od yokozuny. Oboje yoriki zapoznawali się z nim długo, wynieśli zeń wiele, po czym pokazali chui i zawieźli karo, wyruszając rozstawnymi końmi po zmroku, by drogę pokonać pod osłoną nocy. Rozmowa z karo nt dotychczasowych wydarzeń oraz przyszłych planów w kryjówce nieopodal Shiro Ichiro (gdyż karo wyjechał im na spotkanie) zaowocowała wydaniem nowych rozkazów i przejęciem przez Azai-sama dokumentu.

Odłożono na potem

Przyjęcie - choć ono się już odbyło.
Sprawy jakie wyłonione zostały podczas audiencji - zdecyduje się je rzutami.
Czy coś jeszcze?
Generalnie poszliśmy za wątkiem Ichiro Machi, ale może coś jeszcze było z deklaracji z poprzednich nawet sesji, co pominąłem?

Ujawniono

  • sytuację geo-polityczną Doliny Południowej
  • informacje posiadane przez Ichiro Machi
  • plany karo Azai i daimyo Akitomo - a przynajmniej ich część
  • przybycie Yuzuhy-sensei
  • powiązania wuja Hotaru z chui Doliny Południowej
  • fakt, że ojciec Samiego jest oskarżany o śmierć syna chui Doliny Południowej
  • pewne szczegóły dot. ostatniej misji Ichiro Machi - sprzed 7 lat

Tylko graczom:
  • dalsze informacje nt śmierci Ushio i Tory;
  • przyczyny śmierci rodziców Tomomiego i Yuuyi: realistyczny i powtarzający się sen małej jaki sprowokował rodziców do akcji;
  • że pewien obiecujący tsuchikai był świadkiem czegoś przerażającego, co jego sensei postanowił zataić odsyłając ucznia;
  • rys psychologiczny Ichiro Nguy Phena i los jego i jego ojca;
  • że obcy zauważeni przez starego chłopa byli spoza dolin Borsuka;
  • że Yuzuha prowadzi ze sobą dwa guntai, ponieważ tylko (aż?) tyle udało jej się wybłagać/uzyskać wszelkimi sposobami;
  • że Yuzuha przekaże Sayace dowodzenie nad prowadzonymi siłami, ale uczyni to tak, by ta odczuła policzek;
  • Hotaru: czemu yoriki po drodze nie spotkali sił Yuzuhy?
  • Sami: czemu nieopodal drogi była ciężko ranna Junko?

sobota, 19 października 2013

Rozdział 25 - Audiencje u sławnych ludzi, z perspektywy tychże

Po wywołującym wielkie emocje pojedynku zapaśniczym (niestety przegranym) młodzi yoriki stanęli przed koniecznością zajęcia się bardziej przyziemnymi sprawami. Kiedy okazało się, że przed wrotami rezydencji, w której zamieszkali, zaczynają ustawiać się tłumy petentów, zrozumieli, że sława ma również swoje mniej przyjemne aspekty.

Hotaru, wobec rekonwalescencji Samiego, musiała pierwszych interlokutorów przyjąć sama. Od pewnego momentu  otrzymała wsparcie od pani Hoshie, która jak zwykle okazała się niezastąpiona. Młoda yoriki mogła liczyć na jej rady nie tylko w kwestii rozwiązania sporu dwóch od dawna skłóconych gałęzi tego samego rodu, lecz również w bardziej osobistej sprawie, dotyczącej wynagrodzenia swoich wasali. Sprawa okazała się nie tak prosta jak dziewczyna miała nadzieję. Być może przyjęcie, które jest planowane, pomoże zatrzeć ewentualne złe wrażenie, jakie zrobi, finalizując ze swymi wasalami kwestie finansowe. Będzie ono potrzebne podwładnym yoriki, nieco zaniedbanym, acz na szczęście cierpliwym i mniej lub bardziej wyrozumiałym.

Jeśli już przy złym wrażeniu jesteśmy, trzeba wspomnieć o drugim dniu przyjmowania petentów. Nie wszyscy, oj nie wszyscy zakończyli go zadowoleni. Prym wiódł Sami, który, jako obeznany z prawem (a na pewno lepiej obeznany z prawem niż Hotaru) wyrobił sobie opinię sprawiedliwego, lecz bardzo surowego sędziego. W sprawach wszelkiego rodzaju, dotyczących konfliktów, niesprawiedliwych wyroków, chęci zatrudnienia czy zdobycia chwały u boku Namiestników Ichiro (to be) wykazał się niezłomnością charakteru i każdemu dał to, na co zasługiwał (choć robił to w swoim własnym, nie zjednującym mu przyjaciół, stylu).

Mnóstwo oczekujących, tak bushi, jak i heiminów, oczekiwało przez kilka godzin na przyjęcie, nie dla wszystkich oczekiwania okazały się owocne. Część spraw zostanie rozpatrzona ponownie, część uciszona (niezadowoleni Ichiro raczej nie wrócą znów prosić o posłuchanie), co do jednego jednak yoriki nie mają wątpliwości: na pewno pojawią się na ich miejsce nowi.

A to jedna z wisienek na torcie jakim jest Dolina Południowa. Nie można zapominać o Leśnikach, którzy udali się zbadać sprawę sabotażu ładunku jadeitu, o uzdrowicielu, który podróżuje by wspomóc dzielną tsuchikai, o dawno niewidzianej młodej shugenja, składającej odwiedziny w Pierwszej Wiosce, a przede wszystkim o pewnej skromnej grupie eskortującej piękną sokolicę Raikiri, która właśnie powróciła do opiekunki.

czwartek, 13 czerwca 2013

W poprzednich odcinkach... (rozdziały 23-24)

Po wielu trudach i znojach dwójka młodych yoriki wraz ze swymi dzielnymi wasalami (wśród których ukrywa się zdrajca!), po walce z pięknym demonem, dotarli do Pierwszej Wioski. A tam działo się, oj działo...

- chui Sayaka ogłosiła nominację yoriki na Namiestników! Teraz muszą przejść egzaminy stwierdzające, czy aby na pewno się na nich nadają, a jeśli okażą się godni nowego stanowiska, wiele rzeczy w Dolinie Południowej może ulec zmianie. Oby na lepsze...

- entuzjazmem nie zdają się płonąć czterej gunso ze sztabu Sayaki, mniej lub bardziej nieprzychylni tak Samiemu (a więc i Hotaru) jak i jego rodzinie, zwłaszcza matce

- na szczęście wszystko wskazuje na to, że młodzi mają nowego sojusznika, radnego Yoshifusę, blisko współpracującego z chui. Był jedną z tych osób, która sprawiła, że yoriki mają nieco czasu na przygotowanie się do egzaminów. Zaproponował im również podróż do świątynki, która tak mocno utrwaliła się w pamięci naszych bohaterów już na początku ich pobytu w Dolinie Południowej. Podczas podróży Radny podzielił się z Samim niepokojącymi wiadomościami o tajemniczej grupie krewnych, która bardzo strzeże swego sekretu i nie chce, by ich powinowactwo wyszło na jaw, likwidują więc wszystkich tych, którzy mogą wiedzieć więcej na ten temat. Znaczące, że...

- ...niedługo po wypowiedzeniu tych słów Yoshifusa-sama walczy o życie! Oto wśród Białych Masek atakujących świątynię ukrył się niezwykle biegły łucznik, który pomimo usilnych starań Samiego i podkomendnych Radnego, raz za razem przeszywał go zatrutą strzałą. Po dramatycznej walce Borsuki zarządziły taktyczny odwrót w obliczu nowego wroga: ożywionych drzew.

- na szczęście wypad do świątynki nie poszedł zupełnie na marne. Sami był świadkiem procesu powstawania Białej Maski lub innego paskudztwa, którego ofiarą padł jisamurai Yoshifusy, pozostawiony przez niego jako czujka. Ponadto Taigenowi udało się zdobyć kilka strzał perfidnego łucznika, co może pomóc w stworzeniu odtrutki dla Radnego. Najbardziej intrygującym znaleziskiem Taigena jest jednak kilka małych, papierowo-drewnianych przedmiotów, których ów łucznik używał, a dzięki którym Białe Maski nie zwracały na niego uwagi.

 - w tym czasie niczego nieświadoma Hotaru, pod okiem shokokanbu doskonaliła się w miłej sercu każdego Borsuka sztuce zapasów. Stało się to dlatego, że Sami podczas apelu wstawił się za Ichiro Nuyfenem, jak się okazało siostrzeńcem swego sensei. Yoriki, Mizoto i Taigen mieli udowodnić podczas pojedynku zapaśniczego, że oskarżenia o lepkie ręce wyżej wspomnianego są tylko paskudnym pomówieniem. Niestety nie wyszli z niego zwycięsko i zdobyli do dream teamu kleptomana.

- poprzedniego dnia odbył się pogrzeb Kaigena, poległego podczas walki z demonicą Uchiko. Wielkie zasługi dla pani Hoshie, która pomogła wyprawić mu pogrzeb godny Ichiro, mimo tego, iż został tego nazwiska pozbawiony przez zatarg z naszym ulubionym panem Sao.

- jeśli już jesteśmy przy matce Samiego, należy wspomnieć o tym, że Hotaru udało się w końcu spłacić część swojego długu wobec potencjalnej teściowej, tylko po to, by czym prędzej nieświadomie zaciągnąć nowy. Never ending story...

- pani Hoshie pomogła yoriki godnie zaprezentować się podczas oficjalnego ogłoszenia ich kandydatury na Namiestników. Przemówienia młodych wywołały wielki wybuch entuzjazmu wśród, jak się okazało, dość podzielonych i skonfliktowanych bushi Borsuka. Podczas imprezy na swoją cześć yoriki starali się załagodzić część sporów.

- jednak ich myśli nie były wolne i od innych trosk. Po przybyciu do Pierwszej Wioski Leśnicy niemal natychmiast opuścili ją w celu wykonania nieznanej yoriki misji. Sami i Hotaru zdali chui szczegółowy raport ze swoich dotychczasowych działań, uwzględniający wszystko, czego dowiedzieli się w Mieście Portowym. Dowiedzieli się też o obrabowaniu transportu jadeitu (który mógł być podpuchą?). Zrozumieli, jak ciężko ma chui, skoro decyduje się na wycofanie z części pół by móc obsiać i obronić pozostałe, szczególnie, że demony panoszą się po okolicy i niszczą grunty zdatne pod uprawę.

- pozostaje wiele niewiadomych: co zrobił Ichiro Machi, skoro został za to wtrącony do więzienia. Na jakie pomysły wpadnie Junko byle tylko zwrócić na siebie w końcu uwagę swego brata. Jak dalej będzie przebiegać przemiana Goemona. Gdzie jest ojciec Hotaru i co psuje w okolicach Doliny Niedźwiedziej. Co się dzieje z towarzyszami, których yoriki pozostawili za sobą, licząc, że szybko do nich dołączą.


Być może tego dowiemy się w następnym odcinku...

<pst, pst, sufler, pragniesz coś dodać? :o) >

 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Wieści ze stolicy

Wieści przyniesione przez Leśników.
 

Kłopoty chui

Chui prowadzi wojnę obronną. Nie zna nieprzyjaciela, nie zna terenu, nie ma wsparcia lokalnych. Ma dobre siły, ale jedna kompania to mało. Posyła patrole, by te zebrały informacje, ale rekonesanse kończą się zawsze tak samo - brak kontaktu z nieprzyjacielem, chociaż ginie ktoś z patrolu i prawie zawsze wtedy, kiedy wracają do "bezpiecznej" strefy. Nigdy nie ginie więcej niż trzy osoby.

Chui uważa, że kwestią czasu przy tym jest rozpowszechnienie się poglądu, że nieprzyjaciel się z nimi bawi, co poważnie podkopie morale. Chce uderzyć na wrogów zanim rozpocznie się czas siewów, kiedy całe wojska, jakimi dysponuje, będą związane ochroną chłopów.

Martwi ją potencjalna wojna na dwa fronty bez umocnień - Borsuki nie nawykły do takich rzeczy.

Polityka i prawo

Martwiące wieści - Wachizuka potwierdził, że w myśl starych praw, w sytuacji wojennej yoriki karo innego niż karo klanu, mogą zostać powołani w służbę Namiestnikowi Ichiro.

Namiestnicy Ichiro bowiem podlegają samemu daimyo, ew. karo klanu, jeśli daimyo sceduje nań taką władzę. Sam karo klanu jest primus inter pares wśród Namiestników Ichiro. Obecnie nie ma karo klanu, zatem yoriki karo Azai, jeśli otrzymają rozkaz od Namiestnika Ichiro, który powoła się na wojenną sytuację, będą musieli wyjawić szczegóły swej misji i przyjąć inne rozkazy, jeśli Namiestnik zechce takowe wydać.

Karo Azai próbował uzyskać od władcy wyjątkowe traktowanie swoich yoriki w Dolinie Południowej, ale Rada jak na razie dość skutecznie blokuje te wysiłki.

Shugenja i wojsko

Wobec natury problemów dotykających Klan ostatnio, karo podniósł kwestię shugenja. Zostało to gorąco obdyskutowane przez Radę i zablokowane. Jedynie wahanie pana Mahiro spowodowało, że pomysł jeszcze nie upadł. Póki co jednak, wobec braku wstawiennictwa rikugunshokana, niepewności daimyo, oraz raczej niechętnej postawy radnych, nie wygląda, by armia Borsuka miała iść na wojnę z oszustami korzystającymi z sił innych niż własne.

Zdrajca w szeregach!

Finałową nowiną było ostrzeżenie Wachizuki. Doświadczony gunso bez ogródek stwierdził, że jeśli druga strona tak dalece wyprzedza naszych yoriki, to należy uważać, że w ich otoczeniu jest zdrajca.

Rozdział 22: Obrona młyna

Warty upłynęły spokojnie, choć zmęczenie ostatnimi dniami dało się we znaki, zwłaszcza Hotaru. Na szczęście nim yoriki faktycznie przegrała walkę ze snem, zdołała kogoś obudzić, zatem Sami nie wartował samotnie... bo z ciężarną Agehą, która rankiem zajęła się też przygotowaniem śniadania.

Narada z Bao Yu zaowocowała misją dla pana Shinmaru. Mając pismo i przykazanie przekonania Szepta (oraz bezpiecznego powrotu!) szukający śmierci wyruszył bezzwłocznie.

Opóźnienie w pisaniu pisma i wydawaniu rozkazów wymusiło gonienie oddziału - który, mając ranną i dziecko, ruszył przodem, by nie tracić tempa / czasu. To zaś dało przednią okazję do rozmowy między dwojgiem narzeczonych. Sami wyjawił swe powody dla ożenku. Nie tyle szło o samo małżeństwo, ile o:
  1. Zapewnienie bezpieczeństwa Hotaru przed panem Mahiro
  2. Zwiększenie jej perspektyw matrymonialnych, nawet jeśli jej ojciec związał się z niebezpiecznym radnym, to przecież po tym, jak samuraj o lepiej ustosunkowanej rodzinie zwrócił na nią uwagę, będzie jej tylko łatwiej o zalotników.
  3. Zwiększenie respektu dla małej samurai-ko, skoro towarzyszący jej grubiański lecz rosły samuraj jej słucha.

Rozmowa była zdecydowanie prywatna, a Sami - nieoczekiwanie taktowny. Jego zwykle rozmowna towarzyszka zdecydowanie miała problem ze słowami, choć odnalazła ich na tyle, by odnieść się zarówno do potrzeby jej ochrony jak i by zbesztać rosłego sumokę by nie porzucał tak swego szczęścia w życiu. Sumoka odparł, że nie myślał tak daleko, bo przecież najpewniej zginą w tej misji. :-)

Po dogonieniu oddziału, Sami zajął się noszami pani Chisato, zaś przyjacielskie przekomarzanki Ginko i Hotaru zaowocowały zakładem o to, kto słyszy lepiej: Ginko czy Yuya.

Pierwsza runda zakończyła się remisem, decyzją sędziny Hotaru bardziej niż czymkolwiek innym. Druga miała dotyczyć rozmowy Taigena z jego podwładnym, który podczas romantycznego spaceru Samiego i Hotaru, czuwał nad nimi razem z panem Mizoto. Tej rundy nie rozstrzygnięto, bo Yuya dostała krwotoku, gorączki i straciła przytomność.

Wobec ciężkiego stanu pani Chinatsu i gorączki małej, komuso został z nimi w młynie, podczas gdy reszta oddziału pobiegła do niedalekiej wioski. Plan zakładał, że yoriki z dokumentami pobiegną dalej, a z wioski ściągnie się pomoc.

Plan nie miał możliwości zakładać, jak ranni są ranni yoriki. Okazali się ranni na tyle, by nie biegać za daleko.

W efekcie nastąpiła bitwa o młyn.

Pierwszą jej fazą była walka między demonem a Hotaru... o małą Yuyę. W międzyczasie Sami koordynował obronę młyna, próbując różnych planów taktycznych.

Druga faza była prosta - yoriki na wabia, reszta czeka by ciąć, lub czatuje na dachu odganiać innych wrogów - głównie Białe Maski, te bowiem przed utratą widoczności (zachód słońca) przyuważył czujnie wartujący Goemon.

Oni no Kyoso Uchiko, vs pan Mizoto, pan Kaigen, pani Chinatsu wraz z córką, oraz Hotaru i Sami. Plan pana Mizoto sprawdził się, choć sam pan Mizoto założył, że demon jedynie się bawił.

Starcie życiem przypłacił pan Kaigen, ukłonem Hotaru, zaś rozczarowaniem jadeitem i kryształem - Sami. Zwycięskie ciosy zadali pan Mizoto oraz pani Chinatsu. Reszta ekipy odganiała Białe Maski, które wraz ze śmiercią demona - po prostu zawróciły i odeszły w mrok nocy, nieścigane.

Ujawniono

  1. istnienie zdrajcy (graczom, nie postaciom)
  2. powody Samiego stojące za propozycją małżeństwa z Hotaru
  3. istnienie jakiegoś planu Wachizuki wobec młodych narzeczonych
  4. historię "Słomianej Wdowy", czyli pani Risako
  5. możliwości (przynajmniej niektóre) Oni no Kyoso
  6. tragiczną przeszłość rodziny Kaigena - szkoda, że po jego śmierci
  7. że demon może zatruć ziemię

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 21. Znowu wśród Leśników.

Hotaru i Sami ponownie cieszą się towarzystwem Leśników, lecz oddział nie jest dokładnie taki sam jaki był przed pamiętną wyprawą.

Ujawniono:
- nowego dowódcę
- zmianę Goemona, objawiającą się może nie tylko nowym kanji
- decyzje Wachizuki
- plan Mitsunariego
- iż nową rekrutację prowadzi Hisaki
- że karo ma zostać jednym z oddziału
- że Yuya dotąd znała tylko palenisko, ale nie ogień... lub może jednak?

Interludium: Tymczasem gdzieś w Mieście Portowym...

Wprowadziłem dziś pewien zabieg, by Gracze moi poznali wątki, których nie poznały ich postacie.

Zatem pojawili się gościnnie: Ichiro Kojiro, Jesienny Kwiat oraz cztery nie do końca znane postacie, spokrewnione ze sobą.

Ujawniono:
- kto stoi za Kosuke, młodym gunso
- co ma i planuje Ichiro Sao
- kim był mąż hanshu 
- nowe aspekty sytuacji w mieście jak i pozycji hanshu
- nowego członka Rady i fakt jego zaangażowania w sprawy Doliny Południowej

Nagrodą za interludium były pytania do MG, na które ten odpowiadał TAK albo NIE, albo wcale. Pytania były przedmiotem zażartej dyskusji, w końcu zwyciężyły:

1) Czy posłanie właściwej osoby, która przedstawi mu sytuację w MP, do Szepta go przekona by przybył / pomógł? TAK
2) Czy Ichiro Sachiko (żona radnego, co jednoczy obszarników w dolinie) po mianowaniu będzie współpracować z karo (i jego yoriki)? TAK
3) ... termin zadania upływa przed następną sesją.

Rozdział 20. Pożegnanie Miasta Portowego!

Hotaru rozmawia z Kedamono w imieniu hanshu. Pokazowa szachownica.

Kedamono interweniuje w sprawie podarowanego mięsa. Naomi-hanshu musi co też. Aktorzy, sądy, Hotaru - decyduj!

Hotaru rozmawia z Naomi-hanshu... i dostaje kolejny drogi prezent!
Sami rozmawia z Kedamono w imieniu yoriki.
Wspólny wyjazd? Nie, akcja: barki! Sami, och Sami! Po co Ci to było?

Uzdrowiciel(ka?) ratuje ponownie!
Tajemnica pana Mizoto?
Śmiała akcja Chisato-tsuchikai!

Ichiro Sao, Jednorożce, jaskinia po drugiej stronie rzeki!

Biegacz do Daiyonjiego.

Leśnicy! Nowe wieści!

GINKO!!

Tomigaoka prosi o poprawienie mempo gunso Wachizuki...


Ujawniono:
- nowe oblicze Bestii i jego oddziału.
- nieco faktów na temat postaw różnych osób w Dolinie względem wroga.
- sytuację militarną wroga i Borsuków.
- że Oni no Kyoso nie współpracują zazwyczaj.
- kilka faktów o Namiestnikach Ichiro. Z kilku źródeł.
- plan Bestii: złapać oni, dostarczyć przed Radę!
- rozmiar współpracy Sao i Jednorożców.
- że Ginko jednak żyje
- że Yuya dużo ciekawych rzeczy słyszy...


Wielkie Przeznaczenie to jednak cholernie wygodna zaleta dla Gracza ORAZ MG.

Rozdział 19. Noworoczny, całodzienny i bardzo miasto-portowy!

Skrótowo
Yoriki pomagają hanshu z niepokornymi samurajami w mieście, sami będąc celami ataków prowadzonych najpewniej przez Ichiro Sao!
Hanshu udziela im też rad dotyczących misji oraz rekomenduje im ludzi, także do kolejnych nominacji.

Dużo scen z wasalami i doshin.


Ramowo:
- omówienie skradzionego kamienia, planów względem oddziałów kedamono itp.
- wieczorna droga do hanshu, pominięty motyw
- rozmowa z hanshu o misji, rady tejże, rekomendacje ludzi: Shinmaru, Taigen, Chisato, Chinatsu, uzdrowiciel
- powrót, namówienie się na walkę ćwiczebną

- poranek, pływanie komuso i Samiego
- Sami odkrywa tropy, śledząc je traci poczucie czasu
- wiadomość: hanshu czeka, nowy gunso też
- Mizoto zaskakuje Samiego, podsuwa wytłumaczenie: łucznicy Sao, czatują na sokoła! - Sami planuje pułapkę
- powrót, kolejna kłótnia Hotaru i Samiego, Mizoto rzuca parę rzeczy do słuchu
- Ichiro Makunouchi - zarekomenduję Cię hanshu, bo dużo wiesz o mieście!
- rozmowa z komuso, obserwują nas
- pominięte motywy
- droga do hanshu, omawianie planów, pominięty motyw, Piasek gra na flecie

- audiencja u hanshu
- nowy gunso i jego piastun
- problem spichlerzy
- co może Ichiro Daionji, demonstracja
- wieści z portu - barki zajęte, flisacy sprawieni! Sokół?

- bieg do portu, szybki, równy, nieostrożny
- rozdział - Hotaru do szkoły! Sokół!
- zasadzka, Hotaru ratuje Tomomi (kiedy prawie umiera), Samiego ratuje zbroja (i łaskawy MG)
- Sami i Mizoto wracają pod ostrzałem (przez ściany, w obu wypadkach)


- Hotaru uratowana przez spryt Tomomiego i bliskość szkoły Ishizakiego, oraz determinację jegoż i hanshu, która śle ludzi w las...
- Hotaru uzdrowiona... przez tajemniczego uzdrowiciela z lasu, mówiącego ciepłym altem i ubranego w biel - głos znajomy!
- Tomomi ofiaruje się na służbę, Hotaru ma wątpliwości - chłopak jest młodziutki
- oświadczenie oświadczynowe Samiego!

- Sami i Hotaru otrzymują yojimbo i dwu ashigaru eskorty

- Sami rozprawia się ze spichlerzowymi terrorystami
- przywódca wyzwany, zastraszony dokumentem i Samim-jeżem
- reszta wywabiona misją, proporcem i słowami o spłonięciu
- zostaje kilku zdeterminowanych psów bez honoru, grożących podpaleniem o ile w ciągu godziny nie dostaną ułaskawień!
- czas wrócić do hanshu z nowym planem: ona ułaskawia, Sami egzekwuje...

- Hanshu mówi Hotaru o Tomomim i wspomina o jego siostrze
- Hotaru rozmawia z wasalami, przyjmuje Shinmaru i Chinatsu i jej córkę, konfunduje Taigena, Chisato zostawia Samiemu z racji "wspólnych umiejętności"
- Sami i Hanshu idą do spichlerzy, by podłożyć "zakładniczkę" hanshu i wywabić ze spichlerzy resztę terrorystów, Sami chytrze pokonuje drzwi - plan idzie niemal bezbłędnie
- Hotaru idzie do ogrodu, spotkać Yuyę, która okazuje się ślepa... lecz posiadająca naprawdę dobry słuch!
- Sami rozmawia z, i przyjmuje Chisato jako swą doshin

- narada jak zdobyć, lub raczej odbić barki!
- zatopić?
- nie!
- a na jeden dzień?
- mów, Chisato-san!

- marsz do portu
- rozmowa hanshu z Kedamono!

Rozdział 18. Dzielnica heiminów. Ichiro Naomi. Zbrojni Kedamono! Nieledwie nominacja. Prośba o rękę.

Hotaru w Porcie Samurajskim. Narada. Sami Przerywa Hotaru (SPH), a Hotaru Wyrozumiale Wybacza (HWW). Odbijajcie na długich cumach!

Tajemniczy komuso czyli Koszyk Na Wodzie zwany Piaskiem. Znający się nieco na leczeniu.

Szybko Sami! SPH-HWW. Do dzielnicy heiminów. Dłuuuuga droga z przewodnikiem - Szpotawy wie wiele. Trzy posterunki i jeden nowy wróg - Sami spaceruje po mieście.

Pod bramą do dzielnicy heiminów. Zmiana warty i jej skutki. “Daj mi to! Oddam!”. Sami Wykorzystuje Pozycję. Kto idzie? Spór. SPH-HWW. Zamieszki. Szpotawy się zapodziewa. Yoriki próbują interweniować - modlitwa, garść monet. Wkraczają ciężcy Kedamono. Dowódca straży zapobiega rzezi. Ciężki Kedamono obraża Hotaru - Sami daje lekcję. “Ktoś jeszcze? Tak myślałem.”  

Hotaru idzie, Sami zostaje. “Wróć proszę cała”. Hotaru za murem i Złotousty Kieszonkowiec jako jej eskorta. Wołania pośród mroku. Lepkie Palce Złotoustego atakują raz za razem - Hotaru Obmacywana!
Spotkanie z Nikutai Naomi. Hotaru nominuje Panią Naomi na Gubernator Naomi, ale Złotousty jest szybszy i glejt bez podpisu na razie jego.
Pogoń w ciszy. Złotousty obrywa, ale ma wspólników. Hotaru daje znać o kłopotach. Sami werbuje 3 pomocników. Hotaru dogania zdrajcę i posyła jego nieczystą duszę na dno Jigoku! Deszcz nage-yari a Hotaru się zwija! Rzucić broń! Tu będzie śledztwo! O wierności zdrajcy, honorze, pojedynkach i wrogach.
Gubernator odzyskuje nominację - yoriki oddają hołd. “Jeszcze tylko mała formalność” - Sami bazgrze po nominacji, co czyni ją oficjalną.
“Mój sokół!” czyli do flisaków! Hotaru bierze Bystrego Ashigaru, znajduje rannego Szpotawego wraz z Mizoto i Sensei Młodego. Akcja Pomocy dla Zmęczonych Samurajów, którzy Źle Widzą. Do flisaków! W mieście trwoga, ale Hotaru robi porządki. Piasek odkomenderowany do leczenia rannych. Hotaru na tropie Tajemniczego Uzdrowiciela.

Sami wprowadza Gubernator Naomi w sytuację i dowiaduje się o tajemniczym oddziale jazdy. Misja Białe Maski czyli Sami sieje zwątpienie.

Sokół uziemiony.

Hotaru u Gubernator Naomi i złe wieści. SPH-HWW.

Przybywa karawana Jednorożców z żywnością czyli Pan Mahiro znowu mota! Ojciec Hotaru sprzedaje córce złe wieści. Szepta, który dowodzi setką sohei już nie ma w Mieście na Rozdrożu. Hotaru wspaniałomyślnie dzieli się nimi z Samim.

SPH i Hotaru temperuje sumokę: akcja yari-stopa-cisza. Sami uznaje to za znak i prosi Ojca Hotaru o rękę nadobnej włóczniczki. Co dalej?